Irańskie portrety i historie ich twarzy

kanal-podrozniczy-nayoutube-nifortunne-historie-z-podrozy

Jedni podróżują, by odwiedzać piękne miejsca, inni żeby spróbować nietypowych potraw, zaś ja podróżuję dla niecodziennych ludzi. Każdy człowiek poznany w czasie podróży to niepowtarzalna jednostka, której historie potrafią niekiedy wywołać łzy.

Niepodważalnym jest, że brak znajomości języka, w tym przypadku perskiego stwarza niedogodność w zrozumieniu drugiej strony, jednak nie na tyle, by nic nie zrozumieć. Jadąc przez Iran miałem okazję wysłuchać masy historii; dziś nie będę o nich pisać. Chcę pokazać Ci dziesięć osób na portretach, które udało mi się wykonać podczas podróży przez ten kraj. Pod każdą z fotografii, w kilku zdaniach opisałem, co najbardziej zafascynowało, bądź zaskoczyło mnie w tych ludziach.


Irańskie portrety i historie ludzi napotkanych podczas podróży po Kraju Persów – Iranie

Iran to kraj, który liczy 81,4 mln ludności według badań przeprowadzonych w 2005 roku. Jest to ponad 2,5 raza więcej, niż w Polsce. Zatem potencjał na poznawanie dużej ilości nowych osób jest bardzo duży.


Portret 1. Irański student rolnictwa

Hamada poznałem w Bazargan. Miejscowość ta leży bardzo blisko granicy z Turcją. Kiedy opychałem się na hulajnodze wzdłuż głównej drogi poczułem głód. Pomyślałem, że to dobry moment, by zajrzeć do jednej z ulicznych knajpek; tanio i smacznie – tak przynajmniej powiadali inni backpack’ersi.

Wchodzę do pierwszego namierzonego wzrokowo lokalu. Tam poznaję Hamada i jego ojca. Przydrożna restauracja była interesem pokoleniowym. Szybko złapałem wspólny język ze studentem rolnictwa, który jak się okazało prowadził hodowlę strusi i drzewek owocowych. Jako człowiek 25 letni nie był w stanie zrozumieć jakim cudem znalazłem się w jego mieście, a co ważniejsze po co w ogóle tyle się męczyłem.

- Jak To daleko
Zdjęcie 1. Student rolnictwa – Hamad

Portret 2. Irański autostopowicz

Wjeżdżam do Teheranu, czyli jednego z irańskich miejskich molochów. Żar z nieba leje się co nie miara, co sprawia, że bardzo szybko czuję “zmęczenie materiału”. Postanawiam uskutecznić couchsurfing, wysyłając 60 zapytań o nocleg. Ku memu zdziwieniu większość odpowiedzi jest negatywna. W głowie planuję już znalezienie jakiegoś parku, by postawić tam namiot i zdrzemnąć się kilka godzin. W ostatniej chwili, jak grom z jasnego nieba pisze Baba – brat Yousefa. Wiadomość brzmiała: WPADAJ, jesteś mile widziany. Bez chwili zawahania ruszyłem.

Na miejscu okazało się, że chłopaki są irańskimi autostopowiczami. Zostałem u nich 3 dni i wciągu mojego pobytu miałem okazję uczestniczyć w integracji irańskiej grupy autostopowiczów. Okazało się, że paszport przeciętnego Irańczyka jest bardzo słaby i jeśli taki delikwent chce wyjechać za granice ma wiele trudności, m.in. musi wnieść do banku opłatę około 25 tys. złotych na poczet tego, że wróci do kraju… Irańscy autostopowicze podróżują głównie po swoim kraju. Yousef jest studentem lotnictwa, ma otwarty umysł i w żadnym calu nie wygląda na Irańczyka. Zabrał mnie również do swojego rodzinnego domu, bym poznał jego mamę i zobaczył na własne oczy prawdziwe irańskie mieszkanie.


Iran-Yousef-gospodarz-na-couchsurfingu-iranskie-portrety
Zdjęcie 2. Yousef podczas gościny w jego rodzinnym domu

Portret 3. Przechodzień z bazaru

Podróżowanie w moim przypadku wiąże się z nieodłącznym szlifowaniem sztuki jaką jest reportaż podróżniczy. Kiedy w końcu dotarłem do Kashan i zawitałem do pięknego, a zarazem starego bazaru w centrum miasta zacząłem bez opamiętania pstrykać zdjęcia. Napatoczył się na obiektyw jeden starszy Pan, który podszedł i zapytał po angielsku: Ładnie wyszedłem? Uśmiechnąłem się i pokazałem zdjęcie. Był dumny z tego, że uwieczniłem jego portret. Kiedy usłyszał, że jestem Polakiem odpowiedział: Znałem kiedyś 2 Polaków, jednak już nie mam z nimi kontaktu. A wiesz, że na północy Iranu są polskie miasta/wioski? Ludzi podczas wojny uciekali z Syberii wzdłuż Morza Czarnego…


iranczyk-spotkany-na-ulicy-w-Karmen-iran-fotografia-podroze-bazar.jpg
Zdjęcie 3. Przechodzień spotkany w Kashan

Portret 4. Irańczyk malujący meczet

Witam do meczetu w Kashan i poznaję Pana Husaina. Kiedy tylko mnie zobaczył, wnet się uśmiechnął i machną ręką, krzycząc coś w języku farsi: Dawaj ziomek na herbatkę, bo wystygnie! Miałem wrażenie, że rozumiem jakieś 40%, kiedy ludzie rozmawiają w mojej obecności. Tak, czy inaczej nauczyłem się bardzo szybko przedstawić swoją osobę w ichniejszym języku. Pucuje się, pocę i tłumaczę skąd jestem.

Kiedy do Husaina doszło, że gość który siedzi obok niego jest z Lachestanu uśmiechnął się bardzo szeroko. Gest był tak wymowny, że znajomość języka nie była potrzebna, by zrozumieć że się cieszy. Odstawił herbatę, przyłożył prawą rękę do serca i powiedział coś w języku farsi dodając na końcu Lachestan. Przyłożenie ręki do serca to oznaka dużego szacunku. W miarę rozmowy Husain odkrył w sobie znajomość języka angielskiego. Pogadaliśmy, a ja wzniosłem herbatę i powiedziałem: Iran! Lahestan! Zdrowie Husain! Wypiliśmy złocisty napój, uścisnęliśmy sobie dłonie i ruszyłem dalej. Husain wrócił do malowania meczetu.


iranczyk-przy-meczecie-kashan-podroze-iran-fotografie.jpg
Zdjęcie 3. Husain malarz meczetów

Portret 5. Młoda Iranka

Po dotarciu do Isfahan, nazywanego również Esfahan na couchsurfingu dostaję zaproszenie od młodej Iranki. Jest to niecodzienna sytuacja, kiedy w kraju muzułmańskim takim jak Iran kobieta zaprasza nieznanego jej cudzoziemca na nocleg. Jak się okazało na miejscu Atafe zaprosiła mnie do domu swojego wujka, który z największą chęcią się zgodził. W miarę poznania rodziny: mamy i siostry młodej dziewczyny, która studiowała sztukę; zrozumiałem że są inni, niż wszyscy na mojej dotychczasowej drodze po tym kraju.

Rodzina miała otwarty umysł i nie trzymała się sztywno zasad koranu. Atafe wraz z całą rodziną pokazała mi sporą część miasta opowiadając przy tym o różnych ciekawostkach, m.in. o chuście na kobiecej głowie. Kiedy zapytałem: Co by było gdybyś nie miała chusty podczas spaceru po mieście? Odpowiedziała: Włosy są przeznaczone mężowi. Kiedy kobieta nie ma chusty oznaczałoby to, że jest wolna i każdy z mężczyzn może ją adorować. Często jak zaznaczyła to adorowanie przekształca się w molestowanie/gwałt. Jednak brak nakrycia głowy w 95% wywołuje jedynie niesmak na twarzach innych.


Atafe-iranka-z-Isfahan
Zdjęcie 5. Atafe z siostrą Alą

Portret 6. Sprzedawca dywanów perskich

Będąc w Isfahan na ulicy zaczepił mnie młody gość w okularach. Od słowa do słowa i okazało się, że również lubi podróżować i co ważne wie, czym jest couchsurfing. Zabrał mnie do sklepu z dywanami perskim swojego wuja. Tam poznałem jego starszego brata, który w Isfahan jest czołowym couchsurferem przyjmującym podróżników pod swój dach. Okazało się, że gość który mnie zaczepił w każde wakacje i wolne dni od szkoły pracuje w sklepie, a co za tym idzie posiada niesamowicie rozbudowaną wiedzę na temat dywanów. Pokazał mi dywan który ma 60 lat i jest warty jakieś 25 tysięcy złotych. Uświadomił również, że tworzenie dywanów to mozolna praca trwająca od kilku do kilkunastu miesięcy.


sprzedawca-dywanow-perskich-iran-isfachan-rekodzielo-fotografie.jpg
Zdjęcie 6. Znawca perskiego kunsztu tkackiego

Portret 7. Zahedańczyk

Kiedy trafiłem do Zahedanu; miejsowościc w czerwonej strefie, leżącej 100 km od granicy z Pakistanem moim oczom wyłoniła się autentyczność. Próżno szukać tam tabunów turystów. Pomimo tak mało na pozór atrakcyjnego miejsca udało mi się poznać Moeas przez portal couchsurfing. Wziął mnie pod swoje skrzydła, dał dach nad głową, poczęstował jedzenie i co ważniejsze pokazał miasto. Najciekawsze było to, że będąc w domu mojego gospodarza nie mogłem wyjść z pokoju, wcześniej go nie informując.

W domu oprócz mnie i Moesa, była jeszcze jego siostra i mama – nie poznałem ich. Irańczycy, zwłaszcza Ci zamieszkujący rejony irańskiego Beludżystanu uważają, że gość w domu płci męskiej nie może widzieć i rozmawiać z domownikami przeciwnej płci. Było to dla mnie dziwne przeżycie, jednak później okazało się, że w Pakistanie jest identycznie. W żadnym z domów ortodoksyjnych, czyli ściśle wiernych zasadom koranu nie poznałem gospodyni, jak i córek męża który mnie gościł. 


Moes-z-Zahedan-gospodarz-z-couchsurfingu
Zdjęcie 7. Moes mieszkaniec Zahedanu

Portret 8. Uśmiechające się oczy

Uśmiech – taką ksywę dostał kumpel mojego kumpla z Zahedanu. Podczas podróży po Bliskim Wschodzi każdemu spotkanemu człowiekowi nadawałem niepowtarzalny przydomek, gdyż spamiętanie ich właściwych imion graniczyło z cudem. Uśmiech to młody gość, który otrzymał swój ksywę ze względu na oczy, które cieszyły się, kiedy on się cieszył. Jego tata prowadzi jakiś sklepik i kiedy poznaliśmy się stwierdził, że musimy wszyscy pojechać na wycieczkę za miasto.

Kiedy tak jechaliśmy autem, Uśmiechnięty cichym głosem zaczął powtarzać jak mantrę: money… money… money…, czyli pieniądze. Popatrzyłem na Uśmiechniętego, który przez ponad 1 godzinę cały czas powtarzał w moją stronę: pieniądze… pieniądze…; by dowiedzieć się o co chodzi. Młody człek nie znał języka na tyle, by móc wytłumaczyć. Kiedy poprosiłem jego tatę o przetłumaczenie, ten zmienił temat i się wykręcił. Do tej pory nie wiem o co dokładnie chodziło Uśmiechniętemu.


chlopiec-iranczyk-piekne-oczy-rysy-twarzy-perskie-pers-fotografia-iran.jpg
Zdjęcie 8. Uśmiechające się irańskie oczy

Portret 9. Pogrzebowy uśmiech

Im bliżej Pakistanu, tym częściej zostawałem zapraszany do domów i na pogawędki. Tego dnia zaproszono mnie na wycieczkę poza miasto, bym zobaczył posiadłość z wielbłądami i dużymi polami pistacji. Po drodze spotkaliśmy kuzyna kierowcy. Kuzyn oznajmił, że jedzie właśnie do miejscowości 60 km w stronę granicy z Pakistanem, by złożyć kondolencje rodzinie zmarłego.

Przesiedliśmy się do jeepa i ruszyliśmy razem z nim. Kiedy dotarliśmy na miejsce gdzieś pośrodku stepu z jednym domem, myślałem, że jestem w filmie. Na około wszędzie stały auta i motory, a wśród nich Irańczycy z przewagą dzieci. Kiedy tylko zobaczyli moją osobę, wszyscy zlecieli się jak muchy. Jak się dowiedziałem niektórzy przyjaciele i znajomi jechali, aż 2000 km, by złożyć kondolencje rodzinie. W Iranie jest to ważny aspekt szacunku dla zmarłego, jak i jego rodziny.


Chłopiec-spotkany-przy-pogrzebie
Zdjęcie 9. Chłopiec spotkany przy domu gdzie spoczywało ciało zmarłego

Portret 10. Irański model

W błękitnym meczecie zlokalizowanym w Zahedan poznaję dziewiętnastoletniego chłopaka, który zaczął właśnie studia, a dokładnie studiuje Koran. Nauka może trwać nawet 9 lat, jednak jest to sprawą indywidualną. Po kilku latach, kiedy student nauczy się śpiewać/czytać Koran i go rozumieć może pretendować na imama, czyli przywódcę duchowego, który odprawia msze w meczecie.


student-koranu-iranczyk-spotkany-w-meczecie-blekitna-lza-zahedan.jpg
Zdjęcie 10.  Student Księgi Koranu

Fotografie z Iranu – irańskie portrety

Irańskie portrety – z wielkim sentymentem będę wracać do tych wspomnień. Pisząc ten artykuł pomyślałem sobie, że wiele osób ma problem z nawiązywaniem nowych znajomości, zwłaszcza kiedy dochodzi bariera językowa. Polecam artykuł, pt. Komunikacja w podróży – zwroty, które warto znać oraz Komunikacja w podróży – 6 praktycznych i efektywnych rad, dzięki tym dwóm wpisom zaczniesz inaczej podchodzić do sprawy. Jestem przekonany, że efektywność poznawania nowych osób i robienia im fotografii portretowych wzrośnie. Pamiętaj również, że to co masz na sobie, również może pomóc, np. koszulka do komunikacji.

komentarze: 10
  1. Piękne portrety! fajny wpis, to co ja najbardziej kocham w podróżach to właśnie historie ludzi. Pozdrawiam, Ola

  2. Piękne historie i wspomnienia. Podczas czytania cały czas śmiała mi się buzia. To wspaniałe jak bardzo otwarci są Irańczycy i jak mało prawdziwe są stereotypy na ich temat. Iran to jedno z moich podróżniczych marzeń. Mam nadzieję, że podczas mojej wyprawy doznam równie interesujących spotkań.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ