Misza – gość spotkany we wiosce hipisów

Dziwne uczucie powiadam Wam. Kiedy spędzasz w jakimś nieznanym Ci miejscu kilka dni i wydaje Ci się że już wszystko widziałeś, odkryłeś. Dnia trzeciego nie dało się przewidzieć, zresztą jak i kolejnych. Dochodzi godzina 10:00, piękny poranek przewracam się z prawego boku na lewy, by pospać jeszcze tylko godzinkę. Kiedy tylko pięknie się ułożyłem – znasz to uczucie kiedy dobrze się śpi; tak to właśnie ono mnie przezwyciężyło.

Słyszę ktoś krzyczy „Tomas Tomas” – na wpół przytomny, jeszcze ciało skrępowane po śnie – Myślę: „Kurcze co ta moja siostra znowu chce.. nie będę się odzywać”. Jak domniemasz posrała mi się długość i szerokość geograficzna, w której się znajdowałem (myślałem że jestem w domu); wszystko to zawdzięczam nowemu materacowi  nie polecam bo tak się dobrze śpi że człowiek zapomina, że jest w podróży.

Na tle szumiących liści słyszę kolejne słowa en. „Tomas Tomas znalazłam polskiego przyjaciela”. Myślę: „Kurcze o co jej chodzi. Wyciągnąłem się i bum.. patrze w lewo, patrze w prawo.. a tu namiot  szybkie dojście do siebie. Mózg również wskoczył na wyższe obroty. Rozpinam nieudolnie namiot, wciąż słysząc „Tomas Tomas”; z podekscytowaniem. Wystawiam bańkę z namiotu w sposób taki, że gdyby stał tam samuraj, to mógłby jednym cięciem ją obciąć. Patrze, a za Julią idzie chłopak, blond włosy, sylwetka dość smukła, uśmiechnięty. I powiada „Cześć” o kurcze myślę: „Dzień dopiero się zaczyna, a tu taka niespodzianka”. W taki o to sposób poznaję Misze, oczywiście Polaka Michała, który to podróżuje po świecie 5 lat.

Trafił do wioski, szukając spokoju. Swoje legowisko ulokował wysoko nad wioską, żeby odciąć się od większości i mieć ciszę. Jego lokum wygląda dość skromnie, jednak zarazem magicznie. Ma duży materac który pozostał po kimś kto wcześniej zajmował ową skałę, ma kilka naczyń i hamak wiszący pomiędzy dwoma drzewami, a wszystko to pod gołym niebem. Pomiędzy tym wszystkim gania 5 małych kociaków z matką na czele. Koty są niesamowite, jak usłyszą tylko malutki trzask garnka lecą niczym osy, który wyczuły że ktoś atakuje ich gniazdo. Wygląda to przezabawnie, naskakują na Misze próbując wyrwać cokolwiek, zaś Gospodarz łapie je niczym liście i odrzuca za siebie  i proces się powtarza. Zwierzęta które zamieszkują owe tereny wyglądają jak by były wychudzone. Jednak radzą sobie, mogą zjeść jakąś jaszczurkę, muchę, świerszcze, etc. tylko muszą się tego nauczyć. Jeżeli nie nabędzie owych umiejętności – zginie. Jeżeli pokażesz raz, że masz jedzenie i będziesz karmić, to uwierz zwierze będzie się kręcić obok Ciebie 24h na dobę; bo przecież bez wysiłku dostanie jedzenie.

Wróćmy jednak do tajemniczego nowego kumpla – Miszy. Misza to młody gość ma zaledwie 27 lat, a jego życie jest pełne doświadczeń niczym 100 zwykłych ludzi. Nie będę zgłębiał całości, powiem o najważniejszym. Osoba Miszy jest niesamowitym przykładem wewnętrznej siły, jaką każdy z nas w sobie skrywa. Pytanie jednak czy potrafi ją w sobie odnaleźć? Misza przed wyborem życia podróżnika (szukania siebie na nowo) żył jak zwykły gość, uczył się, dorabiał sobie, etc. Fakt borykał się z wieloma problemami które go przytłaczały. Faktem jest że każdy ma problemy, bez względu jak jest zamożny i szczęśliwy. Problemy mogą mieć intensywność słabszą i mocniejsza – jednak ważniejszym jest, czy potrafi się im podołać. Każdy ma inny sposób na pokonywanie trudności jedni potrzebują wyciszenia, jak Misza, inni uciekają w pracę, jeszcze inni w używki, które pomagają jedynie na krótką metę, jeszcze inni w książki, sport. Można by tak wymieniać w nieskończoność.

Dążąc do meritum sprawy. Misza na pewnym etapie swojego życia stwierdził, że musi coś w nim zmienić, odciąć pępowinę i stać się niezależnym – „urodzić się na nowo”. Ruszył więc przed siebie.. tak podróżując nabył umiejętność przetrwania, nie tylko poza miastem, ale i w mieście. Uwierzcie na słowo przetrwanie w mieście jest moim zdaniem o wiele trudniejsze, gdyż wiąże się z wieloma nowymi czynnikami, które bezpośrednio oddziałują na osobę która chce przetrwać. Często trzeba nauczyć się prosić ludzi o pomoc, często trzeba uniżyć się i wejść za próg śmietnika, niekiedy trzeba zarobić na ulicy nie tylko robieniem baniek mydlanych, czy grą na instrumencie, ale również – żebraniem. Dlaczego żebranie? Prosta sprawa, jeżeli ktoś nie ma żadnych rekwizytów i nie umie grać to musi se poradzić, ale również w momencie gdzie jest mnóstwo policji, która rozgania zarobkiewiczów, którzy tworzą sztukę uliczną. Żebranie jest dozwolone siadasz sobie kładziesz kapelusz i siedzisz. Czytając to zastawiasz się po co to wszystko.

Ja osobiście na swojej kolejnej wyprawie również usiądę pożebrać, tylko po to żeby zobaczyć jak czuje się żebrak, a bardziej po to by zobaczyć wzrok ludzi którzy będą przechodzić obok. Nie każdy żebrak żebra na jedzenie – warto wiedzieć o tym że istnieją mafie żebraków kontrolowane przez bosów.. często są to Rumunii, którzy całe dnie siedzą z kubkiem tekturowym z McDonaldu prosząc o pieniądze. Do wszystkiego trzeba mieć dystans. Jednak nasuwa się kolejne pytanie – czy żyjąc bezpiecznie, bo tak właśnie teraz żyjesz. Masz jedzenie, dach, znajomych. Czy jesteś w stanie żebrać, pójść do śmietnika szukać jedzenia (freganizm), czy też pójść do kogoś i poprosić o szklankę wody, jedzenie. Pewnie nie – to uczucie poniżenia, które aktualnie tak odbierasz. Nie jesteś w stanie nawet wyobrazić swojej osoby w tych sytuacjach.

To fenomenalne jak Misza po 5 latach tułaczki nauczył się być niezależnym, korzystać z tego co daje natura. Opowiadając o szukaniu jedzenia, ujął to w następujący sposób: „Niekiedy musiał się tak poniżyć, uwalić rozrywając worki na śmieci…”. To do czego doszedł, jakim jest teraz człowiekiem jest niesamowite. Jego życie odwróciło się o 180 stopni. Nauczył się wiary we własne możliwości, odkrył w sobie siłę, nauczył się nawiązywać kontakty interpersonalne – jest silny. Pytanie dlaczego owej siły nie nauczył się będąc w miejscu gdzie mieszkał? Czego tam zabrakło? Nie było kogoś kto by mu nie pomógł? Na te pytania niestety nie udzielę Wam dziś, ani jutro, ani za 100 lat odpowiedzi. Po części znam jego historię, jednak pozostanie to tajemnicą. Takich zagubionych ludzi, którzy szukają pomocy, nie mają na tyle odwagi by tak jak Misza ruszyć przed siebie, jest mnóstwo. Czy to nie pewnego rodzaju choroba cywilizacyjna? Gdzie młodzi ludzie tracą wiarę we własne siły, czują się niepotrzebnie, a zarazem bardziej podatni na manipulację? Kiedy przyjdzie chwila załamania przypomnijcie sobie postać Miszy, gościa który wielkością by przebił niejednego. Gościa który odnalazł w sobie siłę, żeby zacząć żyć.

Ps: Misza odnalazł swoje powołanie  robi biżuterię i tak zarabia na życie. Wisiorek na szyi to również jego robota – większość materiałów jest ze śmietnika. Ludzie to kupują, bo jest naprawdę ładne i przemyślane.

Z dedykacją dla Miszy.

komentarze: 1
  1. Ok, szukanie siebie w podróży i próbowanie być niezależnym to coś wspaniałego. Podróże niskobudżetowe także są wg mnie najlepszą opcją. Ale serio, na świecie istnieją miliony ludzi biednych, głodnych, którzy naprawdę potrzebują pieniędzy, podróżujesz dużo, na pewno ich spotkałeś, a i tak uważasz że zebranie może być zabawą? Wydaje mi się że ani Muszą ani ty nie wiecie na czym polega żebranie. Kim są żebracy. Ludzie którzy nie mają nic. Upadli tak nisko że nie potrafią wydostać się z tej sytuacji. Masza ruszył przed siebie i bawił się w żebraka. Gdzie w tym jest niezależność? Mógł kupić sobie te pieprzone bańki i chociaż dać coś od siebie. Brzydzę się takim podejściem i tym, że również chcesz spróbować. To nie uszlachetnia. To rujnuje życie. Zebranie wciąga jak narkotyki. No chyba że jesteś wesołym millenialsem i chcesz się tylko pobawić w biedaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ