Nietypowy kierowca tira – droga nr 19

kanal-podrozniczy-nayoutube-nifortunne-historie-z-podrozy

Była niedziela, dzień wydawał się nieco ponury i chłodny. Wiatr kołysał drzewa nadając im nostalgicznego uroku. Tego dnia musiałem dotrzeć do Białegostoku. Pomijając kilka innych spraw, które czekały na mnie w stolicy Podlasia, to niewątpliwie najważniejsze było wesele, na które byłem zaproszony. Do uroczystości ślubnej pozostało około 3 godzin, a do przejechania 100 kilometrów.

Nie myśląc długo, wrzuciłem wszystko, co teoretycznie miało się przydać, czyli: koszula, spodnie, muszka, skarpety, etc. Plecak spakowany, zaś ja zwarty i gotowy, by po raz tysięczny przejść tą samą drogą w kierunku krajowej 19. Kilka miesięcy temu otrzymałem mandat za chodzenie tym samym poboczem, jednak innej drogi nie ma, więc idę tak jak zawsze. Kiedy dotarłem na miejsce pozostało mi około 2 godzin i 30 minut. Teoretycznie czas powinien wystarczyć na punktualne dotarcie do celu.

Wyciągnąłem karton tekturowy z plecaka i czarny marker. Zacząłem szybko pisać wielkimi literami: BIAŁYSTOK. Kciuk powędrował w górę i zacząłem łapać. Minęło 5 minut, następnie 10, 15 i w końcu zajechało auto. Okazuje się, że znajomy zauważył mnie i postanowił zjechać, by porozmawiać. Szybka dyskusja, w której nadmieniłem swoją mało komfortową sytuację.

Sorry Łukasz, ale muszę łapać! Śpieszy mi się i nie wiem, czy nie pojadę autobusem. Pogadamy jak wrócę.

Kolega odjechał, ja zaś z uśmiechem kontynuowałem. Czas nie grał na moją korzyść. Wiedziałem, że autobus, będzie za jakieś 20 minut. Sięgnąłem po portfel podliczyć ile mam pieniędzy. Kiedy dostrzegłem, że świecą tam totalne pustki, nieco się przeraziłem. Zacząłem analizować i wyszło, że wszystkie transakcje dokonuję kartą płatniczą. Zacząłem myśleć, gdzie mogę znaleźć bankomat.

Supermarket MARKPOL, tam musi być!

Pobiegłem przez drogę, jak oszalały do wielkopowierzchniowego sklepu. Docieram do drzwi i moim oczom wyłania się duży napis: DO WYNAJĘCIA. Kolejny bankomat znajdywał się w mieście, co kompletnie nie wchodziło w grę.

Szybko wróciłem na miejsce do łapania, by kontynuować. Po chwili dostrzegłem czerwonego TIR’a, który włącza kierunek, by zjechać. Odetchnąłem z ulgą, zaś w głowie coś krzyknęło.

Kolejny raz autostop zwyciężył ze wszystkimi przeciwnościami losu! Hura hura hura!

Upojony szczęściem otworzyłem drzwi wiedząc, że dotrę do upragnionego Białegostoku zgodnie z czasem. Pierwszy stopień, drugi i wyłania mi się mężczyzna na oko 26 lat, 176 centymetrów wzrostu i 85 kilogramów wagi. Przywitałem się, wrzuciłem plecak i przysiadłem na fotelu.

Kierowca: Zamykaj drzwi, bo tu nie mogę stawać! Kur*a!
Jak To: Spoko, spoko. Zamknięte!
Kierowca: To gdzie żeś się tam wybrał?
Jak To: Do Białegostoku lecę! Wesele mam!
Kierowca: Kur*a, Ty w butach się wjeba*eś?
Jak To: No jasne!
Kierowca: To nie moje auto, jak upier*olisz dywanik pod nogami to mnie zapier*olą! KUR*A! Zdejmuj buciory, żeby nie naje*ać syfu!

W końcu byłem gościem, a zdjęcie butów nie było niczym ważnym, a nawet powiedziałbym, czymś bardzo praktycznym. Kilka sekund rozmowy ukazało, że przejazd krajówką numer 19 na odcinku Siemiatycze – Białystok, będzie jednym z tych dni, które zapamiętam do końca życia.

Kierowca: To Ty tak napier*dalasz autostopem?
Jak To: No jasne! Najlepiej! Zawsze jest ciekawie!
Kierowca: HAHAHA, papierosa?
Jak To: Nie palę, dziękuję!
Kierowca: Kur*a! Ja to kiedyś w Grecji takiego typa wziąłem, co on 8 lat podróżował to jest skur*ysyn, jeb*ny! A Ty napier*alasz tylko do Białegostoku! Hahaha!
Jak To: Czasem i taki odcinek trzeba pokonać.

Od słowa do słowa, gdzie co drugie dobitnie podkreślane było: kur*a, skur*iel, pier*olony. Po niespełna 5 minutach rozmowa nabierała tępa, zaskakując na każdym kroku.

Kierowca: KUR*A! Jak mi się nie chce zapier*alać na Kuźnice. Ja pier*dolę, wczoraj melanżowałem z żonką i położyłem się po 4 rano. Kur*a, jak mi się nie chce.
Jak To: Stary, już blisko masz. Od Białegostoku praktycznie rzut beretem.

Oczy kierowcy mdłe i przekrwione ze zmęczenia. Ciało pobudzone, na tyle, że mogłoby wyskoczyć z TIR’a. Wbrew wszystkim symptomom ciężarówkę kierował całkiem znośnie.

Kierowca: Ty KUR*A, palisz?
Jak To: Nie, nie palę!
Kierowca: Nie pier*ol! To na bank zapalisz. Kur*wa, jak można tego nie palić?

Sięga do paczki papierosów i wyciąga lufkę napchaną haszyszem, ciemna jak by palił w niej czekoladę. Nieustępliwie, wciąż próbuje swoich sił, by przekonać mnie do zapalenia.

Kierowca: No pier*olnij jednego!
Jak To: Bardzo dziękuję, ale nie chcę Ci wypalać! Przyda Ci się jeszcze! Chociażby w drodze powrotnej!
Kierowca: SKU*WYSYN, jebani*tki! Masz rację! Nie to nie, kur*a, więcej dla mnie!
Jak To: No właśnie! Na wesele muszę wjechać przednio wyjściowo.

Kierowca wybuchł szyderczym śmiechem, a ja za nim. Nie mogąc powstrzymać się od jego słownictwa i sposobu zachowania.

Kierowca: Kur*a, jak mi się nie chce zapierdalać. Nie lubię naku*rwiać na wschód. Powinienem jeszcze spać ze swoją dupą. Jebany szef zadzwonił wczoraj, że trzeba zapierdalać z towarem, a ja napier*olony pod sufit mefedronem. Poje*any jakiś typ. Ogarnąłem się i kurwa jadę. Nawet śniadania nie opie*doliłem, bo żonka napier*dalała od rana, żebym szybko wyjechał. Ona  kur*a, chyba mnie zbywa. Czasami sam jej nie rozumiem.
Jak To: Myślę, że dobrze ogarnęła temat. Wyjechałeś wcześniej, mniejsze korki na drodze, przy niedzieli. Na granicę dotrzesz szybciej, jeszcze za dnia uda ci się odprawić i wkroczyć na Białoruś. Suma summarum będziesz wcześniej w domu. Finalnie same plusy.

Po kilku nieudanych próbach dzwonienia do żony, w końcu ta oddzwania. Kierowca z dumą odbiera czule witając swą piękność. W połowie rozmowy wspomina moją osobę.

Cukiereczku, wziąłem na stopa młodego typka. Wygadany skurw*syn, jak mało kto.

Po 5 minutach odkłada telefon z ponurą minął.

Kierowca: Ona kurwa mnie zbywa! Ja pierd*lę! Nie chce rozmawiać!
Jak To: Człowieku, ogarnij się! Dawaliście w gaz przez 2 dni, na mefedronie i myślisz, że chce jej się rozmawiać o 12, kiedy położyła się po 4, albo gdzieś około 5?
Kierowca: Kurwa! Jak mi się nie chce tam zapier*alać! Ja też bym wyje*ał się i pospał.
Jak To: To zjedź i pośpij trochę.
Kierowca: Nie! Zapierdalam na granice, może tam będzie kolejka to się je*ne na chwilunię.

W kabinie dostrzegam ketbala (6 kg) i hantelkę (12 kg) do ćwiczeń, bez chwili zawahania zmieniam temat na bardziej przyziemny.  

Jak To: Widzę, że masz konkretny sprzęt do ćwiczeń. Działasz trochę?
Kierowca: No kur*a! Napier*alam, aż dym idzie. Jestem przybity?
Jak To: Najgorzej nie jest, całkiem spoko.
Kierowca: Sterydy napie*alam. Jak myślisz ile ważę?
Jak To: Z 85 kilogramów?
Kierowca: Spadło, kur*wa. Napierdalałem wódeczkę i h*j. Teraz 80 kilogramów.
Jak To: To nie możesz przestać?
Kierowca: Kur*a, melanż był ostatnio i jak ćwiczyłem na sterydach miesiąc to po piciu wódy jeb*ęło w dół ostro. Mam wyje*ane na to jajca, wziąłem strzykaweczki i przy*ebie sobie na Białorusi. Wszystko wróci.

Mija ponad 40 kilometrów dojeżdżamy do Bielska Podlaskiego, ja w swojej w głowie nie potrafię określić w jednym zdaniu gościa, który siedzi obok mnie i co jakieś 5 minut wyciąga z paczki po Marlboro fajkę, a następnie po wypaleniu ściąga jednego „bucha” z lufy wypchanej haszem.

Kierowca: Jak tam leci w poprawczaku?
Jak To: W którym?
Kierowca: No nie pier*ol, w Białymstoku, kur*wa.
Jak To: W sumie to nie wiem, nie miałem okazji zawitać. A Ty dawno byłeś? Nie odwiedzasz już?
Kierowca: Wyje*ane! Po co mam tam napier*alać z powrotem?
Jak To: Zobaczyć, czy coś się zmieniło?
Kierowca: Pier*ole ich wszystkich w dupę!

Kolejny raz próbuję zmienić temat na bardziej przychylny z nadzieją, że w końcu trafię. Dostrzegam kobiety stojące na przystanku i mimowolnie kolejny raz zaczynam o autostopie.

Jak To: Długo już tak jeździsz TIR’em?
Kierowca: Hmm… kur*wa, 6 jeba*ych lat, zakur*iam za kołem.
Jak To: Zawsze interesowało mnie jedno. Przez te kilka lat widziałeś już trochę świata i uważasz, że autostopowiczów z roku na rok jest więcej, czy mniej?
Kierowca: A h*j go wie.
Jak To: A dziewczyny często widujesz?
Kierowca: O ja pier*dole! Wiesz, co kur*wa, jak jakieś dupeczki będą stały łapały autostopa, to kur*a wysiadasz, a ja je zabieram!
Jak To: W takiej sytuacji jest to uzasadnione. Z Tobą zrobił, bym tam samo.
Kierowca: 2 dni ruch*łem, ledwo żyję, ale jeszcze bym por*chał. Na Białorusi por*cham sobie, a co kur*a!

Kierowca patrzy na mnie, a ja na niego nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Jego twarz wyglądała, jakby wciąż był na wczorajszej imprezie, a co jakiś czas wracał duchem do kabiny. Finalnie roześmiał się kolejny raz podkreślając dwie rzeczy. Pierwsza, że jestem skurwy*ynem, a druga, że zaje*biście nie chce mu się napier*dalać na Białoruś.

Kierowca: Masz kur*a ciastka? Pier*olnąłbym coś na ząb. Oje*ałem wszystkie ciastka owsiane, te co wziąłem z domu. Kur*a, jak mnie ssie.
Jak To: Nie mam. Mam gumy miętowe. Chcesz?
Kierowca: No, dawaj!

Podaję gumy, kierowca bierze kilka, wrzuca na raz do buzi. W pewnym momencie kierownica zaczyna machać się od prawej do lewej. Ja zaś nie zastanawiając się długo wypaliłem swoje spostrzeżenie, z którego do tej pory się śmieję.

Jak To: Mocniejsze niż mefedron?
Kierowca: Kur*ewska, co to za sort?
Jak To: Super miętowa.
Kierowca: Rzuć jeszcze kilka, cały ryj sobie zapcham.

Brzmiało znakomicie. Dać kierowcy tyle gum, żeby miał zajęcie. Wyciągnąłem rękę z całą paczką, wysupłując mu połowę w dłoń. Rządny wrażeń wrzucił wszystko na raz. Jego buzia z sekundy na sekundę, była coraz pełniejsza, a szczęka z wielkim trudem zwalczała opór gumy. Byłem w znakomitej sytuacji, aż do pewnego momentu, kiedy stwierdził, że coś jest nie tak.

Kierowca: Zaje*ałem teraz na grubo, kur*a. Zapier*oliła mi się na podniebieniu su*a je*ana!
Jak To: To wyciągnij palcem.
Kierowca: Napier*alam i nic.

Po 5 minutach zmagać udało się odkleić potężny kawałek gumy z podniebienia. Jednak kierowca mimo wszystko dalej kontynuował żucie.

Kierowca: Zaje*ałbym kogoś, bo kure*sko nie chce mi się zapier*alać na Kuźnicę. Nie lubię kur*a, tam jeździć.
Jak To: Moim zdaniem mało rozsądne.
Kierowca: Co Ty pie*olisz, kur*a?
Jak To: Bez sensu. Jach kogoś zaje*iesz teraz to nie dość, że spóźnisz się z dowiezieniem towaru, to jeszcze Ci się opóźni cała droga.
Kierowca: Hahahaha, no kur*a racja.

Jego wzrok bacznie “zawisnął” na mojej osobie, próbując dostrzec jakikolwiek cień strachu i wątpliwości.

Kierowca: To, co dziś obgadaliśmy kur*a to zostaje w kabinie!
Jak To: Nie wychowałem się w pałacu tylko na blokowisku, nic nowego dziś nie usłyszałem.
Kierowca: Pier*olony! Wiesz, zawinę na jakiś bar przy drodze i je*nę jakiś obiedzik, bo zejdę zaraz z głodu.
Jak To: Nie ma problemu. Do Białegostoku zostało 15 kilometrów. Spokojnie złapię, coś póki Ty skończysz jeść.
Kierowca: Pier*olisz! Szybko zjem i pojedziemy dalej!
Jak To: Nie jedz szybko, tylko normalnie. Ja pójdę łapać i jak nie złapie to mnie zgarniesz.
Kierowca: A jak nie złapiesz to Cię zapier*olę, ok?
Jak To: Pasuje, jak ulał! Nie boisz się?
Kierowca: Co kur*a?
Jak To: Czy się nie boisz? Ja bym się bał.
Kierowca: Kur*a, ja? Nigdy!
Jak To: To jesteśmy umówieni.

Wyciągnąłem pewnym ruchem rękę w kierunku zdziwionego kierowcy i uścisnąłem dziękując za interesującą rozmowę i podwiezienie. Zeskoczyłem z kabiny na boso i zacząłem zakładać buty. Po chwili miałem już plecak na ramieniu i uśmiech na twarzy wiedząc, że została mi jeszcze prawie godzina, by zdążyć na wesele. Na odchodne jeszcze pomachałem i pobiegłem, w kierunku krajowej drogi numer 19, by kontynuować autostopa. Po 5 minutach zatrzymała się osobówka, a w niej młody chłopak.

Młody chłopak: Jedziesz z Siemiatycz do Białegostoku, to czemu tu stoisz?
Jak To: Podjechałem TIR’em i kierowca je teraz posiłek, a ja nie chcę marnować czasu, bo mam wesele za 1 godzinę.
Młody chłopak: A autostopem to ogólnie bezpiecznie?
Jak To: Jak widać wciąż żyję i póki, co nie zamierzam przestać. Czasami lepsze to niż dobry film akcji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ