Podróżowanie za darmo nie istnieje

kanal-podrozniczy-nayoutube-nifortunne-historie-z-podrozy

Na świecie jest masa ludzi, a co za tym idzie multum różnorakich podejść do każdego z tematów. Szanuję to, dzięki temu życie nabiera rozpędu i jest barwniejsze. Kiedy zaczynałem swoje podróżowanie było naprawdę skromnie. Cały plecak jedzenia z domu, najtańszy namiot i biegiem na wylotówkę! W sumie tak naprawdę do tej pory nic się nie zmieniło, oprócz ilości nabytej wiedzy podczas wszystkich dotychczasowych wojaży.

W momencie, kiedy zacząłem dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem wychodząc  poza krąg znajomych, zaobserwowałem pewną tendencję, kreowaną przez dwa typy ludzi. Większość z nich do tej pory nie miała styczności z osobami podróżującymi niskobudżetowo na większą skalę.

Pierwsza grupa to ludzie, którzy cenią sobie odwagę, kreatywność, determinację gościa, który wychodzi poza strefę własnego komfortu. Pomimo, że sami nie są w stanie tego powtórzyć, trzymają kciuki i dopingują.

Druga grupa to ludzie anty, którzy zawsze będą doszukiwać się wyimaginowanych skrajności, nie potrafiąc nazwać ich we właściwy sposób. Myślę, że na ich percepcję bardzo często mają wpływ problemy dnia codziennego, z którymi najzwyczajniej w świecie sobie nie radzą.

Wpis  skierowany jest bezpośrednio do grupy drugiej. Niekiedy czytając komentarze, czy wysłuchując opinii  skrajnie idiotycznych zastanawiam się jedynie, kto zawężył tym ludziom perspektywę w tak znacznym stopniu.

Przejechał pół świata za darmo i myśli, że jest kimś.

Tym bardziej nie uważam się za gościa, który jest nikim. W życiu trzeba iść za impulsem, rozwijać się, iść na przód, przekraczać granice, ale dziś nie o tym. Chcąc podkreślić fakt przytoczę, piękne sformułowanie:

Stojąc w miejscu, finalnie się cofasz.

Dziś podejmę wyzwania naprostowania schematu myślowego, który zagościł na stałe w wielu głowach. Hipoteza brzmi:

Podróżowanie za darmo nie istnieje.

Nie ma czegoś takiego i nigdy wcześniej nie było w podróżowaniu. Wielu ludzi myli powyższe stwierdzenie z podróżowaniem niskobudżetowym, co jest wielkim błędem. Jeżeli swoimi działaniami nie krzywdzi się nikogo, to jak najbardziej nie są one złe. W życiu panuje jedna prawdziwa i niezaprzeczalna zasada, której nikt nie jest w stanie podważyć:

Jeżeli chcesz otrzymać coś, musisz najpierw coś od siebie dać.

1-schemat-przykład-podróżowanie-za-darmo

Czy tego chcesz, czy nie zawsze jeżeli do czegoś dążysz musisz dać z siebie ‘coś’. W powyższym przypadku tym czymś jest energia, którą trzeba było spożytkować na działanie (ruch). Wielu ludzi ślepo wrzuca do jednego worka i przelicza wszystko na pieniądze. Nie mówię, że nie są one potrzebne, bo bym skłamał. Twierdzę jednak, iż patrząc przez taki pryzmatów osoby tracą dużą wartość dodaną, o której niekiedy nie zdają sobie sprawy.

Ktoś by wychylił się i powiedział.

Co ma sranie do podróżowania?

Bez wahania odpowiedziałbym w prosty sposób.

Gówno.

Ktoś by uznał to za arogancję, jednak chodzi tu bardziej o efekt finalny, którym jest to potoczne ‘gówno’, a może bardziej spożytkowana energia na jego stworzenie.

Podróżowanie autostopem zrzesza masę zwolenników oraz taką samą ilość ludzi przeciwnych idei. Kiedyś miałem okazję przeczytać na jednej z grup Facebook’owych.

Nie masz hajsu to siedź w domu, a nie żerujesz na kimś, kto musi kupić auto, opłacić je, zatankować.

W sumie można by posłuchać autora powyższych słów i nadal tkwić, w tym samym miejscu marząc i skrupulatnie odkładając grosz do grosza, by później jechać autobusami, pociągami, samochodem, czy lecieć samolotem. A niekiedy po 2 latach odkładania sytuacja losowa zaprzepaszcza całkowicie domniemane plany. W konsekwencji nie dość, że traci się cenny czas na odkładanie, ryzykuje tym czy uda się wcieli w życie plan wyjazdu, to w finalnym rozrachunku cała podróż nie niesie ze sobą takich przygód i znajomości, jakie nabywa się podczas autostopowania. Większość uzna to za pasożytnictwo. Moim zdaniem, w żadnym calu nie jest to naciąganie.

Nigdy nie zatrzyma się osoba, która będzie tak uważała na moje i innych szczęście. Zatrzymują się ludzie pozytywni. Pomimo, że za podwiezienie niekiedy 2 km, a czasem i 1 000 km nie otrzymują zapłaty. Nie czują żadnego rozgoryczenia z tego tytułu. Po pierwsze ideą autostopu nie jest płacenie, a po drugie kierowca bardzo często otrzymuje, coś więcej niż pieniądze. Jednak w głowach wielu ludzi (na moje szczęście tylko tych mniej otwartych na świat), pieniądze tak mocno oślepiają, że nie są w stanie sobie tego wyobrazić.

2-schemat-przykład-podróżowanie-za-darmo

Zatrzymuje Ci się obca osoba, której nie znasz. Zarówno kierowca, jak i Ty podejmujecie ryzyko okraszone pewną namiastką adrenaliny. Okazuje się, że jedzie 20 kilometrów. Decydujesz się wsiąść, po ponad 20 minutach jazdy oraz rozmowy obydwoje stwierdzacie, że macie masę wspólnych tematów. Wymiana doświadczeń, historii, praktycznych informacji z minuty na minutę jest coraz bardziej fascynująca. Wysiadając jeszcze rozmawiacie stojąc na zatoczce autobusowej. Rozmowa trwa ponad godzinę. Nie musi być to powtarzalna historia. Ludzie bardzo często zabierają autostopowiczów, żeby najzwyczajniej pogadać. Kierowcy tirów, busów, handlowcy, czy osoby które jadą swoim prywatnym autem. Człowiek stojący na ulicy jest osobą neutralną. Prawdopodobieństwo, że spotka się go kolejny raz jest bardzo małe. Rozmowa nabiera zupełnie innego charakteru, niekiedy ludzie najzwyczajniej w świecie zwierzają się, proszą o radę. Nic w tym złego, czy wstydliwego. Rozmowa stanowi przepis na dobre życie. Wiele razy zdarzyło mi się wymienić kontaktami z kierowcami, którzy mnie podwozili. Nie skłamię, gdy powiem, że duży procent ludzi inspirujących w swoim życiu poznałem jeżdżąc autostopem.

Kiedy już decydujesz się, by ruszyć w drogę, musisz mieć na względzie kilka aspektów. Pierwszym z nich jest nocleg, który niekiedy w podróży zorganizowanej obok transportu potrafi pochłonąć duży procent kosztów. Kiedyś jeden człowiek określił to dość odważnym tekstem, którego do tej pory nie potrafię strawić.

Spanie w namiocie to bezdomność. Zarób na hostel, wtedy jedź i śpij jak człowiek.

Jadąc przed siebie w podróży musisz gdzieś spać, czy tego chcesz czy nie. Noclegi są banalne i tutaj nie boję się użyć sformułowania ‘za darmo’.

3-schemat-przykład-podróżowanie-za-darmo

Podążając za ideą niskobudżetowego podróżowania, większość wybiera hamak, namiot, czy potoczny nocleg pod drzewem, po to, by zaoszczędzić. Czym jednak jest komfort dla ludzi? Minimalista w tego typu sytuacjach odnajdzie świeże powietrze, spokój, promienie słoneczne o poranku muskające twarz, widok dzikich zwierząt przechadzających się gdzieś na skraju lasu. Niezależność w każdym calu, którą można byłoby wykorzystać trzeba najpierw zwalczyć strach, nawarstwiany i pielęgnowany przez lata. Wielu ludzi nie może wyobrazić sobie jak można stawiać namiot w nieokreślonych warunkach, typu pole, park, wieżowiec, cmentarz, etc.

Wyrzekając się w wąskim ujęciu komfortu, można zaoszczędzić, przy tym nie krzywdząc nikogo. Pozostaje sporny temat couchsurfingu, gdzie ludzie na całym świecie przyjmują nieznajomych na nocleg. Owa idea funkcjonuje wręcz znakomicie. Niekiedy trzeba się naczekać na jakąś odpowiedź z zaproszeniem jednak finalnie rzecz ujmując działa. Wiele osób nie może przeżyć, jak można pojechać i spać u kogoś nieznajomego w domu na podłodze. W dodatku niby ZA DARMO, co jest niestosowne.

4-schemat-przykład-podróżowanie-za-darmo

Niestosowne jest nie korzystać z couchsurfingu, który jest niezastąpionym elementem bogatych w przeżycia i wiedzę podróży. Jadąc do nowego kraju nie znam lepszego sposobu do poznania zasad, które tam panują. Ludzie, którzy zapraszają, robią to chcąc poćwiczyć język lub też nie mają możliwości podróżowania. Stanowi to dla nich namiastkę wyprawy, na bazie której mogą usłyszeć o Polsce, ludziach, którzy tu żyją, kulturze, tradycji. Uwierz mi, są to tematy niczym dla niektórych budowa asteroidy. Ideą CS jest darmowe udzielanie noclegu, nie ma w tym żadnych podtekstów. Osobiście podchodzę do tego nieco inaczej, gdyż uważam za stosowne pomóc w jakiś sposób (ugotować, pozmywać), obdarować czymś, nawet drobną rzeczą (laurka, kamień, flaga…). Jest to kwestia indywidualna każdego podróżnika.

Kolejnym aspektem, którego nie da się uniknąć jest potrzeba jedzenia.

Jechać i żebrać za jedzenie, czy pieniądze… Bez sensu, lepiej zarobić i po dwóch miesiącach pojechać na wczasy.

Taki komentarz otrzymałem pod jednym z wywiadów. Poraża mnie brak znajomości pojęć u ludzi, którzy tak często wychodzą przed szereg, by zaświecić. Tylko właściwie czym? Co z tego, że ktoś wychodzi z domu mając 250 zł i jedzie na drugi koniec świata? No właśnie moim skromnym zdaniem nic. W gronie bliskich znajomych znam dosłownie kilkanaście osób, które mogły by pozwolić sobie w przeciągu 2 miesięcy odłożyć na tak długą podróż. Teraz zadaj sobie 2 pytania:

Ile czasu potrzebujesz na zgromadzenie pieniędzy na komfortową podróż do Meksyku i spędzenie 3 miesięcy?

Czy gdybym miał pieniądze to poznał bym tak świetnych ludzi, dotarł do tak niesamowitych miejsc, czy zdecydował bym się narażać życie płynąc przez Ocean Atlantycki bez żadnego doświadczenia żeglarskiego?

Przeciętny człowiek boi się pomyśleć, gdzie leży Meksyk, czy Karaiby. Nie wspominając już o pobycie tam przez kilka miesięcy. Niskobudżetowe podróżowanie nie oznacza całkowitego braku pieniędzy. W grę wchodzi kreatywność i przedsiębiorczość, w której zarobki są niewygórowane, jednak w zupełności wystarczające.

5-schemat-przykład-podróżowanie-za-darmoPieniądze, które ktoś uzbiera podczas grania na instrumencie, robieniu baniek, są takie same jak te, które ktoś zarobił siedząc za biurkiem osiem godzin. Różnią się jedynie wartością. 10 zł z biura, jest niewymierne dla 10 zł zarobionych podczas robienia baniek na ulicy. Dla podróżnika jest to budżet, który pozwoli kupić jedzenie i jechać dalej z uśmiechem na twarzy. Żebranie to branie czegoś, za nic nierobienie. Proszę zapisać i zanotować.

czerwony-znak-zapytania

Niektórzy ludzie zdobywają świat mając pieniądze na starcie, inni z własnego wyboru ich nie mają. W drugim przypadku, sytuacja wcale nie jest skomplikowana, a wręcz odwrotnie. Podróżując niskobudżetowo człowiek otwiera się bardziej na innych ludzi, rozwija w sobie kreatywność, empatię oraz przedsiębiorczość. Uczy panowania nad strachem, rozwija intuicję, zaczyna rozumieć, że izolacja w żaden sposób nie sprzyja poznawaniu, a ludzie nie są tacy źli jak ich opisują we wiadomościach.

Czy gość, który decyduje się wyruszyć w podróż autostopem mając 250 zł, robi to za darmo?

Mam szczerą nadzieję, że niektórzy ludzie będą nieco bardziej ważyć słowa i zastanawiać się nad tym, co mówią i piszą. Granica między podróżowaniem za darmo, a niskobudżetowym jest gigantyczna. Jeśli nadal uważasz, że autostop to wyimaginowane naciąganie innych, couchsurfing stanowi pasożytnictwo, a dorabianie na ulicy w podróży jest żebraniem, nie mów tego na głos. Nie jest to trudne, a dzięki Twojemu milczeniu, choćby Twój syn, córka, brat, sąsiad, kolega, znajomy będzie miał więcej odwagi, a  jeszcze częściej niebywałą szansę, by ruszyć przed siebie. Spełni swoje ukryte marzenia i dotrze do Francji, gdzie zobaczy wieżę Eiffla, a może ruszy zdobyć Meksyk, kiedy Ty będziesz dalej narzekać na los, którego w żaden sposób nie starasz się zmienić na lepsze…

komentarze: 19
  1. Świetny tekst ! 🙂

    Osobiście nie jeździłam (jeszcze ) autostopem, ale chętnie sama zabieram ludzi czekających na stopa (o ile nie wyglądają na seryjnych morderców :D). Dużo jeżdżę pociągami, ostatnio zaczęłam jeździć Blablacarem i różnica w poznawaniu ludzi jest szalona! W pociągu rzadko kiedy uda się nawiązać dłuższą rozmowę, z reguły kończy się na kilku zdaniach… Podróżując z kimś typu bla bla, jest się niejako skazanym na ta osobę 😉 Póki co mam same pozytywne doświdczenia, ludzie chętniej się otwierają i taka podróż bywa niezwykle rozwijająca 🙂 Obecnie gdy mam do wyboru Blabla czy pociąg to wolę wybrać Blabla, nawet gdy koszt jest porównywalny do pociągu 🙂

    1. Cześć @joanna_sobiech:disqus!

      Osobiście uważam, że w kwestii bezpieczeństwa blablacar i autostop niczym od siebie nie odbiegają. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie trzeba pilnować sztywnej godziny. Wychodzisz, kiedy ci pasuje i łapiesz. Lubisz ludzi i jesteś osoba otwartą, zatem nic nie pozostaje jak spróbować, czegoś nowego. Trzymam kciuki, jednak znając życie będziesz czekać całe 5 minut! 😀

      Pozdrawiam!

  2. Bardzo dobry artykuł. Szczerze to troche…w zasadzie nie troche,a bardzo współczuje osobą, które mają takie podejście. I nie tyczy się to tylko podróżowania a ogólnie życia. To są osoby przesiąknięte durnymi schematami, którymi sabotują swoje życie, co jest przykrym zjawiskiem.
    Pozdrawiam.

    M

  3. Cóż by tu dodać… Kto nie spróbował tego o czym mowa ten i tak nie zrozumie. Wymaga to wyjścia poza strefę komfortu i codziennej “tresury” gospodarczej stawiającej pieniądza na piedestale. PIENIĄDZA, nie człowieka… Dla wielu człowiek to właśnie maszynka do robienia pieniędzy! Ktoś kto bierze podróżnika na stopa decyduje się na to samodzielnie. Liczy na mile spędzony czas i ciekawą rozmowę. Nigdy czas podczas podróży nie mijał mi tak szybko jak właśnie podczas autostopu. Wtedy nawet nie wiesz kiedy mija kolejne kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów.

    Powiem Wam więcej, często osoby biorące na stopa nadłożą nawet drogi bo chcą skończyć wątek, bądź posłuchać opowieści do końca. Oni wiedza gdzie my jedziemy, a jednak są w stanie poświęcić trochę swojego czasu bo uznają go za nie zmarnowany. Nie raz jak podróżuje to kierowca mówi że miał tu skręcić, ale w sumie może tam dalej za 30 km bo i tak dotrze do tej samej miejscowości…

    Ktoś może powiedzieć że to wyzyskiwanie, jednak tak nie jest. Autostopowicz, taki prawdziwy podróżnik naprawdę daje wiele od siebie podczas takiej podróży. Sam osobiście mam często przy sobie sporo pocztówek które wręczam kierowcą. Dla kogoś np. w Albanii taka pocztówka z Krakowa polski grosik na szczęście daje dużo więcej radości niż coś materialnego. Zwłaszcza, że jak było wspomniane, kierowcy biorący na stopa to z reguły bardzo pozytywne osoby 🙂

    A na hejterów niekiedy szkoda języka strzępić 🙂

    Pozdrawiam
    http://www.sebazwiedza.pl

    1. Siema @Sebazwiedza:disqus!

      Gościu lepiej bym nie spuentował podróżowania autostopem! Piękne!
      “Nigdy czas podczas podróży nie mijał mi tak szybko jak właśnie podczas autostopu. Wtedy nawet nie wiesz kiedy mija kolejne kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów.”

      W tym co napisałeś tkwi masa praktycznej wiedzy i refleksji. Mam identyczne odczucia. Wydaje mi się jednak, że żeby to zrozumieć najzwyczajniej w świecie trzeba być Autostopowiczem.

      3maj się!
      Do zobaczenia gdzieś w trasie!
      Szerokości!

  4. Tomaszu !!! A ja sie zgadzam z toba w 100% bo ludzie ktorzy siedza za komputerem i pierdzac w stolek pisza tak denne komentarze tak naprawde nic w zyciu nie osiagnely. Moze zaraz ktos mnie zhejtuje itd , nie obchodzi mnie to ale u mnie pamietaj masz SZACUN !!! Rob to co kochasz… Poprostu 🙂 Kolega Mielnika z twego osiedla 🙂

  5. Dużo było już powiedziane na ten temat i dyskusja też nie jedna (również w Cieszynie 😀 ) – ile ludzi tyle opinii. Ja się nie zgadzam z twoimi tezami, szczególnie nie podoba mi się “Podróżując niskobudżetowo człowiek otwiera się bardziej na
    innych ludzi, rozwija w sobie kreatywność, empatię oraz
    przedsiębiorczość” . Co ma za znaczenie czy ktoś wydaje 100$ czy 10$?Jak chce to śpię w hotelu jak nie to śpię na dziko i nie uważam żeby to definiowało w jakiś sposób czy otwieram się na ludzi czy nie 😉 Spotkałam różnych ludzi, którzy podróżują; wiele osób zabrałam na stopa i niestety ale zwykłe najsłabsze wrażenie pozostawiają po sobie ci którzy starają się udowodnić, że prawdziwy podróżnik to ten co ma jak najmniejszy budżet i jeździ tylko autostopem. Tylko gdyby nie ludzie, którzy wydali pieniądze na samochód i wydają je na benzynę to ten podróżnik nigdzie by nie dojechał 😉 Pozdrawiam!

    1. @hannaszczypir:disqus, w Cieszynie nie załapałem się na ową dyskusję! 😀
      Szkoda. Wjechałbym z kilkoma wątkami, chcąc usłyszeć, jakie jest podejście innych.
      Masz pełne prawo nie zgodzić się z tym co napisałem. Jest to tylko i wyłącznie mój punkt widzenia, poparty nabytym doświadczeniem.

      Z pieniędzmi w podróży jest tak jak ze zdobyciem jabłka. Jeśli masz hajs 100$ i wiesz, że możesz pójść na targ i je sobie kupić to prawdopodobnie to zrobisz. Jeśli masz 10$ i wiesz, że jabłka rosną nieopodal i możesz sobie jedno zerwać jednak musisz wejść na drzewo ryzykując połamanie się to prawdopodobnie zaryzykujesz. Wiem, że im mniej masz tym bardziej kreatywnie rozwiązujesz wszelkie problemu. Jestem w 100% przekonany, co do zdania z którym się nie zgadzasz.

      Spanie na dziko, czy w hotelu nie definiuje otwartości na ludzi. Chodzi tu o to, że mając ograniczony budżet musisz polegać i wierzyć bardziej w ludzką dobroć. Chociażby idąc i pukając do czyichś drzwi z pytaniem, czy możesz postawić namiot w ogródku, by było bezpieczniej.

      Prawdziwego podróżnika definiuje umiejętność wyciągania wniosków z każdej odbytej podróży, a nie to czy ma pieniądze i jak się przemieszcza.

      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam!

      1. Tylko jak zerwę to jabłko to (raczej) będzie to czyjeś jabłko i ja sobie je zabiorę. Strata niewielka ale jednak nie chciałabym żeby ktoś zrywał jabłka z mojej działki 😉 A jak je kupię to będzie fair i dodatkowo wspomagam lokalnych sprzedawców, nie widzę w tym nic złego. Był taki fajny wpis na post-turysta http://post-turysta.pl/artykul/sknera-na-wakacjach , polecam.

  6. Moim zdaniem troszkę inaczej “za darmo” jeździ się po Europie czy innych względnie bogatych krajach, a inaczej w miejscach, gdzie ludzie nie mają prawie nic. Jakoś nie wyobrażam sobie zarabiania na bańkach czy graniu w jakiejś zabitej dechami wiosce w Kambodży/ na Syberii/ w wielu krajach Afryki. Wszędzie na świecie ludzie mają wielkie serca, tylko czy moralnie właściwe jest oczekiwanie, że ktoś zapłaci za sztukę w miejscach, gdzie ledwie wystarcza, by zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby?
    Nie mam nic przeciwko wyjazdom na zachód z praktycznie pustym portfelem (zakładając oczywiście, że wyjeżdżający potrafi się odpowiednio zachować i nie zakłada, że bezwzględnie należy mu się pomoc ponieważ jest biednym podróżnikiem) ale tego typu podróże do krajów biednych, szczególnie takich, gdzie nie ma za wiele turystów wydają się ciekawym tematem do dyskusji.

    1. @Amusedtd:disqus

      Osobiście uważam, że im bardziej ograniczony budżet, tym więcej ludzi się przyciąga do siebie. Mając pieniądze ludzie bardzo często czują się niezależni, co poniekąd miałem okazję zaobserwować. Człek, który ma ich ograniczoną ilość wie, że sam nie jest w stanie zdziałać nic. Idąc szukać pracy dorywczej nawiązuje się kontakt, następnie otrzymując pracę rozwija go się. Poznajesz nowych ludzi. Stając i robiąc bańki, poznajesz kolejnych. Korzystając, co jakiś czas z couchsurfingu, a nie z hoteli…jadąc autostopem…

      Nie chcę ograniczać swojego toku myślenia, gdyż poniekąd masz również rację. Można mieć miliony, a to czy wyjdzie się do ludzi jest jedynie kwestią własnego wyboru.

      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam!

      1. W sumie w pewien sposób masz rację, ale są jeszcze dwie sprawy: mając pieniądze często też przyciągasz do siebie innych ludzi., a po drugie – czy więcej znaczy lepiej? Czasami poznawanie wielu osób na chwilę może być męczące – ja wolę mniej jeśli te spotkania mają ‘większą jakość’ (nie wiem czy to odpowiednie określenie).

        1. Jest w tym sens. Oczywiście jakość ma tu niebagatelne znaczenie. Zasada jest prosta, jeśli czuje się dosyć to po prostu ucieka się od ludzi w miejsca gdzie ich nie ma. Z kolei mając pieniądze, przyciąga się zupełnie inny typ osób, takie jest moje doświadczenie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ