Trepcza, czyli cuda w okolicy Sanoka

kanal-podrozniczy-nayoutube-nifortunne-historie-z-podrozy

Zanim trafimy do miejscowości Trepcza, nieopodal Sanoka to zacznę od tego, jak to wszystko się zaczęło. Czas leci nieubłaganie, codziennie mijamy miliony osób, niektóre mamy możność poznać. W podróży poznaje się przeróżne osoby począwszy od tych prostych, wykształconych, a nawet takich mocarze, którzy nosem prawie zadzierają podsufitkę w aucie. W swojej prostocie jest to przepiękne, człowiek potrafi określić cechy, które według niego są istotne, zaś później może wcielać je w swoim życiu by stawać się ‘lepszym’.

Podróże same w sobie, chcąc nie chcąc wiążą się z poznawaniem ludzi – kocham to! Niekiedy ludzie mówią: „eh.. Stary podróżowanie samemu jest niesamowicie smutne pewnie. Nie masz, z kim pogadać, podzielić się wrażeniami..”. Oczywiście, że owe stwierdzenie jest prawdą jedynie w 10% i sprawdza się w momencie, kiedy się stoi i łapie autostopa na jakimś odludzi przy drodze gdzie widać człowieka raz na 5 godzin. Wszędzie są ludzie, a co najlepsze Ci ludzie czasem są tak ciekawi, że sami podchodzą i zaczynają rozmawiać. Niekiedy tak dobrze się rozmawia z kierowcą, który się zatrzymał i zabrał, że 200 km mija jak 5 minut.

Czasem mam wrażenie, iż ludzie poznani w podróży nie są przypadkowi. Kiedyś tak, sobie myślałem o jakimś przyciąganiu. Tłumacząc najprościej, masz jakiś dylemat, chciałbyś o czymś się dowiedzieć i tu bumm.. Zatrzymuje się samochód a w nim osoba, która zna odpowiedź na Twoje pytania. Chociażby na własnym przykładzie. Jadąc do Maroka niezbyt dużo wiedziałem o tym kraju – zatrzymała się Pani, która była w Maroku. Ostatnio myślałem o jachtostopie – pyk, zatrzymuje się człowiek, który kocha żeglować. Innego dnia myślałem o życiu po studiach – zatrzymuje się młoda dziewczyna, która wyjechała po studiach (mając 26 lat do Norwegii). Mnóstwo takich przypadkowych spotkań.

Dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić ludziom, których spotykam w świecie i których później mam możność odwiedzić raz jeszcze. Jadąc sobie do Włoch, spotkałem w Austrii świetną rodzinę, o której miałem okazję już pisać. Niebywałe spotkanie na Placu Św. Piotra w Watykanie, pociągnęło za sobą łańcuch nieoczekiwanych wydarzeń. Dostałem maila z zaproszeniem do Sanoka (piękne tereny, piękne Bieszczady). Z Dnia na dzień ruszyłem przed siebie na południe. Poszło dość sprawnie, niecałe 8 godzin. Dotarłem szczęśliwie, poznałem syna Pani Gosi i Pana Tomka oraz ich świetnego psa, który jest tak posłuszny, że do tej pory nie mam pytań. Nawet słuchał się mnie, a to już cud.

pomnik-grzegorza-z-sanoka-w-sanoku-cuda-w-okolicy-sanoka-trepcza
Pomnik Grzegorza z Sanoka w Sanoku

Trepcza – cuda w okolicy Sanoka

Dochodząc do cudów po tym jak pozwiedzałem, goszcząca mnie rodzina, zaproponowała wyjazd na mszę świętą w kościele. Pomimo, iż jestem wyznania prawosławnego z miłą chęcią przystałem na propozycję. Na pytanie czy jestem człowiekiem wierzącym, nigdy nie odpowiadam jednoznacznie – tak.

Każdy z nas swą wiarę skrywa przez całe życie i tak ja również sądzę. Darzę szacunkiem wszystkie wyznania i staram się w jakiś sposób je skrywać i poszerzać o nich swą wiedzę. Gdy ktoś mi mówi o cudach po dotknięciu ręką, podchodzę do tego nieco z dystansem. Biorąc pod uwagę iż rodzina, do której zawitałem jest silnie praktykującą rodziną katolicką.

Pojechaliśmy, zatem do Trepczy – miejscowości oddalonej kilka kilometrów od Sanoka. Wcześniej Pani Gosia wspomniała, iż raz na jakiś czas przybywa tam niesamowity ksiądz, który leczy. „Ok pomyślałem. Co nie zabije to wzmocni, co zobaczę – nikt nie zabierze”. Dojechaliśmy, przed kościołem mnóstwo samochodów. Lekka beka – niektórzy gdyby mogli to by na zakrystię wbili samochodem.


Co wydarzyło się w kościele w miejscowości Trepcza?

Wchodzimy do kościoła w miejscowości Trepcza, ludzi tyle jak by mieli złotem obdarowywać. Wciągnąłem brzuch i udało się przedostać kilka kroków do przodu. Było tak ciasno, że jeśli ktoś nie miał siły stać to mógł sobie bezwładnie oprzeć się o kogoś obok. Mija 1h, mija 2h, mija 2:30 minut. Byłem pod wrażeniem, że tak długo. Zawsze wydawało mi się, że w kościele katolickim msze są krótsze. Zaprawiony w boju, gdyż liturgia (msza święta) w Cerkwi trwa 1:45 godzin więc miałem już doświadczenie.

Przyszedł czas na najważniejsze. Z mojej strony (plus 100 do ciekawości). Ludzie stoją jak szprotki w konserwie, tworząc wąski tunel, przez który może przejść jedna osoba, którą był ksiądz Józef Witko. Ksiądz zasuwa przed siebie, ręce w górze i dotyka głowy wiernych, w tym samym czasie dając błogosławieństwo i coś jeszcze. Fakt, tak obserwowałem owe zdarzenie, że dostałem cztery raz błogosławieństwo. Z takim zasobem pobłogosławienia łapanie stopa będzie szybsze.

Ksiądz leci pierwsze 30 osób i nic, idzie dalej i tu BUMM.. Jedna Pani bezwładnie pada na ziemię. Patrzę i nie dowierzam, „o co chodzi?(*&$^( Dotknął jej głowy, a ona bezwładnie na ziemie i leży, jak by spałą..?” Idzie dalej kolejna osoba pada, i znów, na ziemi już z 6 osób. Pomyślałem: „kurczę czy Ci ludzie sprawdzają stan posadzki?”.

Podchodzę bliżej, żeby zobaczyć, o co w tym chodzi. Ksiądz sprawnie przedziera się przez tłumy wiernych, co 6 osoba pada i po 5 minutach się tak jakby budzi. Jestem blisko, patrzę i wygląda to tak, że ksiądz tylko jak dotyka głowę to osobie opadają powieki i traci napięcie mięśniowe, zaś grawitacja ciągnie ją w dół. Najbardziej zdziwiła mnie reakcja otoczenia. Wszyscy byli spokojni, jak gdyby był to standard.


Co to za cud?

Jak się dowiedziałem, na ludzi, którzy mdleli zostało zesłane błogosławieństwo (tych którzy silnie się o coś modlili. Pierwszy raz widziałem coś takiego, coś na co próbowałem znaleźć racjonalną odpowiedź – „Czy oni udawali?”. W dużej większości owemu błogosławieństwu poddawały się kobiety. Moją uwagę zwrócił młody mężczyzna, ze 110 kg wagi, ze 2 metry wzrostu. Jego ciało opadło jak makaron, który opadł do talerza z rosołem. Wstał po 2-3 minutach, otrząsnął się i z niedowierzaniem, w tempie przyśpieszonym jednostajnym udał się ku wyjściu z niedowierzaniem w oczach. „Czy to podstawieni ludzie?”. Kurczę, ostro. Do tej pory nie wiem sam, co o tym myśleć. Jak widać jest na świcie, jeszcze tyle rzeczy które wprawiają w zadumę.

A Ty wierzysz w cuda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WPISY, KTÓRE MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ